Nic nie zostaje prócz pamięci

Opublikowano 13.02.2014

Pewien dzień w styczniu wyznacza cezurę. która dzieli świat na dawniej i dziś. Wydaje się, że prawdziwe jest tylko dziarskie dawniej. A drogę do dziś wyznaczać będzie powolne człapanie, raczej z przyzwyczajenia aniżeli z potrzeby ciała. Zardzewiały głos i przygnębienie, które przygniata do ziemi starą gałąź. Świadomość, że nic nie da się już zrobić ciąży jak ogromny kamień, taka prawda. O wartości życia, kiedy szept rozpływa się w ledwo słyszalne tchnienie, a może to tylko lekki podmuch wiatru?
Na grobowej płycie wkrótce pojawią się kamieniarskie litery, że urodził się, zaczął, bardzo się starał i nie zdążył. W powadze i w smutku przy obowiązującym wiecznym odpoczywaniu. Wielkie amen. Informacje suche jak pieprz, w proszalnej pieśni, żeby w przypływie dobrego humoru Bóg odhaczył mu w kolumnie „ma” do wiecznej szczęśliwości. Niech się stanie.

Jutro zapewne pragmatyczne słońce wstanie o oznaczonej porze jak gdyby nigdy nic, nieświadome nieszczęścia. Niebo, chmurne, bezchmurne wypręży się dumnie, świat zapachnie tysiącami głosów. A Ty będziesz tylko i aż wspomnieniem, które każe szczelnie zasłonić okna, odgrodzić obcą cywilizację od żałobnej. We łzach żony i córek, żeby nie skoczyły w przepaść. W smutnych godzinach, które trwają długo, w kurzu, w ciszy, kiedy coś drapie w gardle, niech będzie, że to za mocna wódka. Przy fotografiach, listach, rachunkach i fakturach, trzeba je koniecznie najszybciej uporządkować, gdy dawne plany i dążenia wydają się teraz takie śmieszne. Życie, zawsze za ciasne, niczym sfilcowany sweter. Kto go uprał?

No cóż… Słowa pocieszenia są zawsze głupie i nieudolne i czarne jak studnia. Ale przecież czas warkocze plecie, zmarłych grzebie, rany zabliźnia, klucze wyrzuca do morza i nic nie zostaje prócz pamięci.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *