U wujostwa

Opublikowano 26.01.2015


Przyjęcie u wujostwa jest jak zwykle, wszystkiego najlepszego, dużo, tłusto, słodko, do wyboru do koloru, no bo przecież raz w roku można.
O tym, że raz w roku zamienia się na kilka razy w roku, nikt zdaje się nie pamiętać, bo i po co, zwłaszcza, że w pogotowiu czeka już zgagstop, gazstop, bólstop, jakieś inne stopy.
Siedzimy więc w rodzinnej kupie przy suto zastawionym stole, na którym kolejno pojawiają się przystawki, danie główne, przekąski po daniu głównym. To szaleństwo!
Ciotka, która beztrosko naprodukowała wszystkiego w ilości przekraczającej miesięczne zapotrzebowanie na węglowodany, białka i tłuszcze dla całej rodziny, wypuściła pewnie do atmosfery niebezpieczną ilość CO2 przyczyniając się do poszerzenia dziury ozonowej. Teraz dopytuje się, czy smakuje i nakłania, żeby paski od spodni i spódnic luzować i próbować, nie krępować się, próbować, smakować. W końcu zanieczyszczenie dwutlenkiem węgla trzeba jakoś uzasadnić.
Wujek więc, bardzo proszę, próbuje i próbuje, wódeczką popija, przystawki smakuje. Kuzynka również, trochę stąd, trochę stamtąd, z półmiska, z salaterki. Kuzyn wtóruje w konsumpcyjnych działaniach z iście smakoszowską werwą. Wszystko dobrze.

Rozmowy toczą się jak to rozmowy, według z dawna ustalonego schematu: zdziwienie przez zdziwienie, pytanie przez pytanie, chrząkanie przez chrząkanie, zresztą nikt specjalnie nie słucha, same głupstwa. Stosujemy się do marketingowej zasady, mającej na celu nie wkurzać adwersarza, według której omija się tematy związane z polityką, światopoglądem, religią, związkami partnerskimi. Zamiast powyższych chętnie zagłębiamy się w omawianie spraw dotyczących ekologii, kosmologii, dendrologii, jakiś innych „ogii”. Między wymądrzaniem się na temat efektu cieplarnianego, a zwróceniem uwagi na społeczne konsekwencje topienia się warstwy lodowcowej, popijamy ze znawstwem trunki, także według niezmiennego rytmu, panowie po całości, panie po maluszku, czysta, kolorowa, słodka, gorzka, swojska. I wznosimy toasty, niektórzy coraz głośniejsze i bardziej zdecydowane, za pokój na świecie, za podwyższenie rent i emerytur, za reformy w służbie zdrowia, za pastylki przeciw niestrawności.
Kątem oka dostrzegam wujka, który pochylił się nad talerzem, przymknął powieki, z na wpół otwartych niby do konsumpcji ust wydobyło się słabe chrapnięcie.
Nie śpij! – ciotka syczy w mężowskie ucho, syknięcie wzmacnia kopniakiem pod stołem.
Przecież nie śpię – wujek wzdraga się, rozgląda, która to godzina, czas deseru?
Udajemy, że małego stołowego potknięcia nie widzimy, nie słyszymy, bo i po co?
Teraz jesteśmy już po dwóch małych kawkach, ale jeszcze przed trzecią i przed czwartą, bardzo proszę. I rzeczywiście czekamy na deser. Będzie to tort bezowy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *