Scena Przyfabryczna – „Kolacja wigilijna” po premierze

Już po premierze.

Komentrze podsumowują, że sztuka, na przykładzie rodziny wielopokoleniowej, jest zakorzeniona w polskich tradycjach. Ukazuje obyczaje w czasie obchodów Wigilii Świąt Bożegonarodzenia. I przedstawia realia współżycia społecznego, sięgając w głąb ludzkiej psychiki.

K.Ś. twierdzi, że przedstawienie wyraźnie pokazuje różnice dotyczące poczucia własnej wartości zdominowane statusem materialnym. I że człowiek biedny, to człowiek zniewolony, odarty z ludzkiej godności, który nie potrafi obronić się, stojąc przed obliczem swojego poniżenia.

K.Ś. zwraca też uwagę na piękny śpiew kolęd, na perfekcyjne ich wykonanie, na dobrą grę aktorską, na skupienie widzów.

Oczywiście takie słowa uznania są dla mnie, jako dla autorki scenariusza jak i dla reżysera spektaklu, niezwykle miłe. Najważniejsze, że się podobało.

Scena Przyfabryczna – po premierze

No i już jesteśmy po premierze. Aktorzy trochę się stresowali, publiczność miała owych stresów nie widzieć, ja siedziałam na widowni jak na szpilkach (jak zwykle). Jakoś poszło. A z wigilijnego stołu, na którym rzeczywiście znajdowały się dania (co prawda w mikroskopijnej ilości, jajka, sałatka i mandarynki) znikło wszystko. Kto zjadł? Nikt się oczywiście nie przyznał, mam nadzieję, że przynajmniej smakowało.

Kolacja wigilijna – o czym jest

W dniu 03.02.2017 aktorzy i reżyser Sceny Przyfabrycznej zapraszają wszystkich zainteresowanych do Ośrodka Kultury Arsus na premierowy spektakl zatytułowany “Kolacja wigilijna”. Jest to krótka opowieść o życzliwości, o tym co zrobić, aby drugi człowiek nie był samotny, jak podać potrzebującemu rękę i nie dopuścić, żeby upadł. W tle scenicznej akcji słychać znane kolędy, a także kolędy napisane na potrzeby przedstawienia. Wykonawcy starali się, aby widzowie mogli spędzić razem z nimi czas w nastroju nieco refleksyjnym, ale przede wszystkim optymistycznym.

Scena Przyfabryczna od kuchni

I tak skńczył się pewien etap aktywności teatralnej Sceny Przyfabrycznej. A bywało wesoło. Na jednym ze spektakli „Adam i Ewa w Warszawie” główny bohater zapomniał włożyć perukę. Na kolejnym tenże aktor zapomniał wyłożyć na stół papierową kalwiaturę. Na następnym główna bohaterka nie podała głównemu bohaterowi śmiesznych kapci. Oraz kubków, z których miano pić herbatę. I jak z tego wybrnąć? A przecież wybrnęli i to całkiem zgrabnie.

Podobnie było też na przedstawieniu „A może się da?” – Gdzie jest mój pasek? Nie mam paska – narzekał Powstaniec, powiewając połami za dużej, żołnierskiej kurtki. Były podejrzenia, że pasek zginął, ktoś go ukradł, co poradzić? Paska jednak nikt nie ukradł, ani nikt nie schował. Spokojnie sobie leżał na dnie garnka, z którego aktorzy niby raczyli się niby zupą.

I tak dalej.

A więc generalnie nie jest źle. Paski się znajdują, peruki się znajdują, także klawiatury. I inne elementy jakże ważnego scenicznego wystroju.

A my?

A my teraz odpoczywamy, żeby za dwa, trzy tygodnie wziąć się do roboty, przygotowując kolejny spektakl. Oby nam się!